poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Co u mnie: o Bieszczadach, które nie są końcem świata, skansenie, który mile zaskoczył i o tym, że nie można ufać rowerom z wypożyczalni





Od prawie dwóch tygodni jestem na wakacjach, Wydaje się mało interesująco: Bieszczady, wschód Polski- nuuuudy. A okazało się, że nie obeszło się bez przygód. Poza tym wschód Polski jest piękny. Naprawdę, Prawdziwe wsie, pola, lasy, zachwycające krajobrazy. I jest co zwiedzać.
Ale od początku.

W zeszłym tygodniu przebywaliśmy (ja z rodziną i naszymi znajomymi) w Bieszczadach w Cisnej. Od zawsze słyszałam, że Bieszczady to dziura. Wiecie, do najbliższego sklepu piętnaście kilometrów, samochód przejeżdża ulicą raz dziennie, a jak się spotka na szlaku człowieka, to cud. Może tak było, kiedyś, ale od tego czasu dużo się zmieniło. Widzicie pierwsze zdjęcie? To Połonina Wetlińska. Jak z ludźmi? Trochę jest. Może nie jak w Tatrach (prawdziwe tłumy), ale nie jest to bezludzie. Po za tym sklepy, restauracje, nawet są organizują plenerowe koncerty. Powiem wam, że byłam zaskoczona.

W sobotę ruszyliśmy dalej, na Roztocze, a po drodze odwiedziliśmy Sanok i skansen. Kolejne zaskoczenie. W życiu nie powiedziałabym, że tak może wyglądać skansen. 36 hektarów. Prawdziwe budynki, oryginalne lub ich wierne kopie. Ale nie pojedyncze: odtworzono rynek, gdzie można zobaczyć sklepy, urzędy, usługi, a dalej, na obrzeżach, wieś i różne rodzaje domów: kurne chaty oraz późniejsze domy z kominami razem z oborami, dworek, kościoły i cerkwie. Dużo obiektów jest oryginalnych przywiezionych w belkach i złożonych na miejscu z powrotem. Dużo pracy włożono w to miejsce i widać efekty. Jeżeli będziecie w pobliżu, koniecznie zahaczcie o Sanok. Ja na pewno tam wrócę.

I na koniec historia, która wydarzyła się dzisiaj. A mianowicie mój spektakularny upadek na rowerze. Tutaj, na Roztoczu, mieszkamy na szlaku Green Velo. To szlak rowerowy, który ciągnie się przez prawie całą wschodnią Polskę. Nowa rzecz: ścieżki rowerowe, oznaczone szlaki. Fajny pomysł, można rowerowo zwiedzić wschód. My w tym tygodniu będziemy ziwedzać większe miasta dojeżdżając samochodem (Sandomierz, Zamość...), ale jeden dzień postanowiliśmy przeznaczyć na rowerową wycieczkę. Z tym, że nie przywieźliśmy własnych pojazdów i chcieliśmy je wypożyczyć.
I to jest slaby punkt Green Velo, który trzeba dopracować. Mianowicie: nie ma wypożyczalni oficjalnych, czyli ze sprzętem w miarę nowym, dobrym jakościowo. Więc biegliśmy o dziewiątej rano do wypożyczalni w pensjonacie i jakoś udało nam się wybrać rowery, na których da się przejechać (dwa miejskie, górski i szosowy). Ale nie ufajcie rowerom z wypożyczalni. ;)

Po przejechaniu 300 metrów wywaliłam się. Drugi raz w życiu (za pierwszym miałam pięć lat). Nie stało się nic poważnego, ogarnęłam się i zrobiliśmy jeszcze 40 km. Ale zdarta ręka, łokieć i obite biodro nie są przyjemne. No ale wszystko ma dobre strony. Teraz, kiedy moja rodzina poszła na basen, gdzie ranni nie za bardzo się nadają, ja znalazłam chwilę, żeby napisać posta. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, gdy zostawisz mi wiadomość. Serio



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...